Post nr: 5:

Wielka sieć ze sprzętem AGD, RTV i walka o gwarancję cz. 2.

Obiecałam, że opisze ciąg dalszy sprawy, więc oto jestem. Stanęło na milionach przesyłanych maili miedzy mną , sprzedawcą, a producentem sprzętu (wielka globalna firma L). Do tego stopnia każdego dnia byłam irytowana insynuacjami, że rzekomo sprzęt sama zepsułam bądź magicznie sam się zepsuł, ale ani sprzedawca, ani producent za to nie odpowiadają, że postanowiłam pisać gdzie się tylko da.
Wstyd, że średniej klasy laptop wykorzystywany do codziennej pracy tak bardzo jest „ważny” i „bezcenny” dla sprzedawcy i producenta, że wolą stracić klienta ( a przy tym 100 innych, bo złe wieści szybko się rozchodzą) niż dokonać naprawy. Według moich poszukiwań taka naprawa to koszt od 300 do 500 złotych. W moich oczach firma już by wiele zyskała. Im bardziej naciskałam na rozwiązanie sprawy, tym bardziej opór rósł zarówno ze strony sprzedawcy RTV AGD jak i producenta sprzętu "L". Rozmowy stawały się coraz agresywniejsze, pełne sprzecznych informacji i wzajemnych zarzutów.
Mimo wszystko postanowiłam się nie poddawać i sprawę skieruję na ścieżkę prawną. Jestem teraz na etapie konsultacji. Nie chodzi o ten komputer, ale o sposób traktowania klienta. W Polsce jak najbardziej dopuszczalne jest traktowanie go źle, sugerowanie, że jest idiotą, wmawianie, że rozumiał co robił itp.. Na zachodzie, do którego tak dążymy sprawa trwałaby dwa tygodnie i skończyła by się naprawą (stosunkowo tanią) lub zwrotem pieniędzy.

Tak więc sami rozumiecie - ciąg dalszy nastąpi.